06
wrz
2022

Jak zostałeś kibicem Biało-Zielonych? Konkurs dla karnetowiczów rozstrzygnięty!

Pod koniec sierpnia wspólnie z dystrybutorem marki adidias – firmą R-GOL, zorganizowaliśmy konkurs dla posiadaczy karnetów Lechii Gdańsk, w którym do wygrania były nagrody rzeczowe w postaci 5 piłek oraz 5 koszulek z podpisami wszystkich piłkarzy. Prezentujemy Wam najciekawsze zdaniem komisji odpowiedzi, które zwyciężyły w pierwszej edycji. Sprawdź, czy wygrałeś!

Uczestnicy musieli odpowiedzieć na jedno, bardzo proste pytanie: „Jak zostałeś kibicem Biało-Zielonych”? Nadesłano niemal 80 odpowiedzi, zgodnych z regulaminem konkursowym, które w ogromnej części były historiami o idei kibicowania oraz miłości do piłki nożnej. Mogliśmy tylko żałować, że możemy nagrodzić zaledwie 10 osób.

5 piłek oraz 5 koszulek (w tym 3 ufundowane przez firmę R-GOL – dystrybutora marki adidas) trafią do autorów tych wypowiedzi:

 

Na Lechię zaczęłam chodzić mając 10 lat. Zabawna historia, bo wychowując się ze starszym o rok bratem, od dzieciństwa kochałam piłkę nożna, co było w tamtych czasach dziwne: dziewczynka kochająca piłkę nożna. W wieku 10 lat poszłam do taty z pytaniem, czy mogę zacząć chodzić na mecze i tak się zaczęła moja przygoda z Lechią. Tata kupował nam bilety/karnety i zaczęliśmy chodzić jeszcze na Traugutta. Trochę dziwna sprawa, bo dzięki mnie na Lechię zaczął też chodzić mój tata i starszy brat. Zdarzało się, że chodziliśmy całą rodziną na mecze. Cały czas chodzę na Lechię na trybunę zieloną/dopingową,  kupuję karnet mimo pandemii czy obecnie słabej gry Lechii. Teraz chodzimy z braćmi, sami na Lechię oddając zawsze przed meczem serce i nasze gardła, tacie, który zasiada w sektorze niebo. Pozdrawiam – Zosia

 

– Jest rok 1956. Mam niespełna 10 lat. Grając z chłopakami w piłkę, chwalili się, że chodzą na Lechię przez dziury w płocie. Miałem jednak „stracha” i nie chciałem skorzystać z takiego rozwiązania. Było ciężko. Nie miałem ojca. Było wykluczone, aby mama dała mi pieniądze na bilet. Sprzedałem butelki i udałem się na mój pierwszy mecz (z Górnikiem Zabrze 2-0). Niestety nie wystarczyło pieniędzy. Zmartwiony, udałem się pod bramę, a tam starszy pan zapytał mnie, czy chcę z nim wejść. Oczywiście chętnie się zgodziłem. Kiedy byliśmy już na stadionie powiedział mi ”no smyku zmykaj, ale pamiętaj, abyś z Lechią był zawsze na dobre i na złe”. No i tak jest do dzisiaj.

Pozdrawiam. Chociaż po ostatnim meczu byłem z Lechem byłem wściekły – Zbigniew

 

– Mieszkałem niedaleko stadionu na Traugutta, za każdym razem, jak Lechia strzelała gola, słychać było radość kibiców, jak i doping w mieszkaniu lub na podwórku, ciarki przechodziły. 8 klasa podstawówki, poszliśmy z kumplami pierwszy raz na mecz, akurat były to derby z Arką Gdynia (1994r.). Niestety nieświadomie miałem na sobie bluzę niebieską z żółtym logiem (znanej firmy). Całe szczęście starszy kolega mnie szybko uświadomił, bluzę schowałem i dopingowaliśmy mecz. Lechia wygrała 3:2. Do tej pory pamiętam tamtą atmosferę na stadionie. Potem pierwszy wyjazd do Wrocławia i tak się to potoczyło, i toczy do dzisiaj – Karol

 

– Moja Historia z Lechią rozpoczęła się w 2014 roku, wraz z kolegami postanowiliśmy wybrać się na mecz do Gdańska, była to dla nas dość daleka i ekscytująca wyprawa, ponieważ jesteśmy z małej wioski (ok. 1000 mieszkańców), mieliśmy po 15 lat i 80 km do przebycia pociągiem (między innymi przez Gdynię :). Największe wrażenie zrobił na mnie stadion, który teraz jest moim drugim domem oraz doping. Wtedy nie wiedziałem, że Lechia uzależnia, i że stanie się moją największą miłością, za którą jestem w stanie oddać wszystko. Jestem z nią do dziś, przeżywałem z nią te złe, jak i dobre chwile, od paru sezonów nie opuściłem prawie żadnego meczu domowego i pokonałem tysiące kilometrów za moją ukochaną Lechię Gdańsk. Tak zaczęła się moja historia, która trwa i pisze się do dziś, i pisać będzie się już zawsze aż po życia kres. TYLKO LECHIA! – Kacper

 

– Jestem z Bieszczad. 7 lat temu poznałam w Dęblinie wikinga z Pomorza, który z podbitym okiem, na pierwszym spotkaniu powiedział mi, że Lechia jest zawsze na 1 miejscu. Po kilku spotkaniach wziął mnie na mecz. Ta atmosfera, to zdarte gardło, to, że wszyscy się znają i bez względu na wynik na boisku – żyją dla tego Klubu, sprawiło, że zakochałam się w Lechii i w tej aurze, która towarzyszy wszystkiemu, co z nią związane.

Z racji tego, że jestem żołnierzem, często podróżuję po całej Polsce. Nie wszędzie (a tak naprawdę tylko we Wrocławiu), napotykam optymizm, gdy zobaczą u mnie barwy. Ale to jest już po prostu stan umysłu, że: ” Czy wygrywasz, czy nie….”. 

PS.: ten dumny Lechista został moim mężem i od 6 lat wiernie kibicujmy naszej drużynie – Iwona

 

– Chyba jak każdy chłopak interesowałem się również piłką nożną, wiec jako mieszkaniec Gdańska, musiałem w końcu trafić na stadion Lechii. W 1991 roku na mój pierwszy mecz zabrał mnie mój dziadek (kibic Lechii), były to derby z Bałtykiem, wygrane przez gdańszczan 2:1. Od tego meczu wiedziałem, że kibicowanie Lechii będzie moją pasją i jest nią do dnia dzisiejszego. Tą pasją zaraziłem również swojego syna, który nie opuszcza żadnego meczu w Gdańsku oraz jak to jest tylko możliwe, dopinguje Lechię na meczach wyjazdowych. Podczas gdy próbujemy czegoś nowego w życiu, oraz wiemy, czy nam się to podoba czy nie. Jednak, gdy coś nas od samego początku ekscytuje, można być pewnym, że stanie się to pasją. Tak było ze mną i tak samo jest z moim synem – Arkadiusz                      

 

– Moja historia sięga roku 1970 (miałem 11 lat), gdy znalazłem się w szpitalu Akademii Medycznej. Wówczas mieszkałem na Kaszubach, gdzie zdecydowana większość kibicowała drużynie z Gdyni. W szlafroku podszedłem do płotu, skąd miałem widok na stadion przy ul. Traugutta. Gdy usłyszałem okrzyk „Lechia”, stałem się kibicem Klubu do tej pory. Od roku 1978, gdy zamieszkałem w Gdańsku, praktycznie byłem na każdym meczu. Miłością do „Lechii” zaraziłem kolegę z Działdowa, który przynajmniej raz w miesiącu (mimo ciężkiej choroby) przyjeżdża na mecze. Teraz zacząłem chodzić z na „Lechię” z 7-letnim wnuczkiem – Mirosław

 

– Oto moja krótka historia wstąpienia do Biało- Zielonej Rodziny. W 1989 roku jako świeżo upieczony maturzysta postanowiłem studiować na Politechnice Gdańskiej, na kierunku Budownictwo Lądowe.

Po pomyślnie zdanych egzaminach, zamieszkałem w Domu Studenckim nr 1 „Bolek”, przy ulicy Traugutta 115. Szybciutko się zorientowałem się, że przy Traugutta 29 znajduje się stadion piłkarski Lechii Gdańsk (z akademika prosta droga na stadion) i jako kibic piłki nożnej od małego, długo nie musiałem się zastanawiać, co zrobić z tą informacją.

Grająca wówczas w ówczesnej II lidze Lechia Gdańsk natychmiast stała się zespołem, której chciałem kibicować na każdym meczu.

Dziś mieszkam w Gdańsku od 33 lat, w pełni czuję się Gdańszczaninem i posiadając kartę kibica staram się być na każdym meczu Naszej Lechii Gdańsk – Maciej

 

– Cześć! Mam na imię Janek i mam 13 lat. Jestem trzecim pokoleniem kibiców Lechii. Miłością do  Biało-Zielonych zaraził mnie tata, kiedy podarował mi pierwszą koszulkę Lechii z lwem, którą sam pomalowałem. Gdy byłem w przedszkolu, odwiedziła nas delegacja Biało-Zielonych z Pawłem Buzałą na czele. Od tego dnia moim marzeniem było pójść na mecz Lechii. To marzenie spełniło się w 2018,  kiedy po raz pierwszy wybrałem się z tatą na bursztynowy stadion i mecz z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Od tej pory kupuję karnet na każdy sezon i jestem na każdym meczu, kibicując mojej drużynie. Codziennie zaglądam na Twittera i stronę internetową  Lechia.pl.  Byłem na prezentacji zespołu nad Motławą i festynie charytatywnym w Chmielnie. Teraz moim marzeniem jest mecz wyjazdowy oraz koszulka meczowa Lechii – Janek

 

– Kibicem Lechii Gdańsk zostałem w roku 2016, gdy poszedłem pierwszy raz na mecz Biało-Zielonych. Miałem wtedy 9 lat i byłem na tym meczu, ponieważ w mojej szkole piłkarze rozdawali wejściówki na ten mecz. Graliśmy wtedy z Wisłą Płock i wygraliśmy 2:1. Tamtego wieczoru zachwyciłem się atmosferą, jaka panowała na trybunach, bo po tym meczu zostaliśmy liderem Ekstraklasy. Z upływem czasu coraz częściej gościłem na trybunach i na dzień dzisiejszy chodzę na każde spotkanie gdańskiej Lechii – niezależnie od wyników. Jestem wdzięczny za to, że wtedy akurat w mojej szkole zawodnicy wręczali bilety i mogłem po raz pierwszy zasiąść na trybunach naszego stadionu – Karol

 

Z laureatami konkursu skontaktujemy się telefonicznie lub mailowo w najbliższy czwartek, 8 września, by umówić się na odbiór nagrody.

Sponsorzy
Partner główny
Sponsor Premium
Sponsorzy
Partner techniczny
Partner strategiczny
Partnerzy
Oficjalni dostawcy